W mikrofirmie wzrost często wygląda tak: jest więcej klientów, jest więcej roboty, a na koncie… zaczyna brakować oddechu. Dlaczego? Bo pieniądze w biznesie rzadko płyną równo. Ty płacisz koszty dzisiaj (ZUS, paliwo, materiały, podwykonawcy), a klient płaci za 14, 30 albo 60 dni. Albo płaci w ratach. Albo opóźnia. I nagle firma, która „na papierze” rośnie, w praktyce zaczyna się dławić.
To jest temat płynności, czyli zdolności do terminowego płacenia rachunków. I tu wchodzą różne narzędzia finansowania. Nie po to, żeby żyć na kredycie, tylko po to, żeby przejść przez momenty, w których firma jest zdrowa, ale pieniądze są „w drodze”. Poniżej masz przegląd czterech rozwiązań, najczęściej spotykanych w MŚP, w wersji zrozumiałej dla mikrofirm.
Nie musisz liczyć skomplikowanych wskaźników. Wystarczy, że odpowiesz na trzy pytania:
Jeśli czujesz, że „zawsze brakuje w połowie miesiąca”, to nie jest przypadek. To jest model biznesu z przesunięciem w czasie. I właśnie to przesunięcie możesz finansować.
Zaliczka to pieniądz od klienta przed wykonaniem pracy. W mikrofirmie to bywa najlepsze rozwiązanie, bo nie płacisz odsetek i nie wchodzisz w zobowiązania finansowe. Problemem jest zwykle psychologia: „czy klient się zgodzi?”. Często się zgodzi, jeśli przedstawisz to jako standard i uzasadnisz.
Jak to robić praktycznie:
Zaliczka porządkuje też relację: klient bardziej szanuje terminy i decyzje, gdy ma „skórę w grze”.
Faktoring w skrócie polega na tym, że wystawiasz fakturę klientowi, a firma faktoringowa wypłaca ci większość pieniędzy od razu. Potem ona czeka na przelew od klienta. Ty dostajesz oddech, ale płacisz prowizję i opłaty.
Najczęściej wtedy, gdy masz klientów, którzy płacą pewnie, ale długo. Na przykład duże firmy z terminami 30–60 dni. Wtedy faktoring bywa narzędziem stabilizacji: możesz płacić koszty na czas, nie prosząc się o kredyt „na wszystko”.
Faktoring ma też sens, gdy firma rośnie i nagle pojawia się wiele faktur, ale gotówka nie nadąża. To typowy „paradoks wzrostu”: więcej sprzedaży, a mniej gotówki.
Najważniejsze jest zrozumienie warunków i kosztów. W mikrofirmie najczęściej potykasz się o:
Faktoring nie jest zły ani dobry sam w sobie. Jest narzędziem. Jeśli finansuje ci zdrową sprzedaż, może być świetny. Jeśli maskuje problem z marżą albo z nieściągalnymi klientami, potrafi tylko przesunąć kłopot w czasie.
Leasing dotyczy najczęściej sprzętu, auta, maszyn, czasem wyposażenia. W mikrofirmie jest popularny, bo nie musisz wydawać dużej kwoty na start. Zamiast tego płacisz ratę. Dla wielu branż to ma sens: auto do pracy, komputer, narzędzia, sprzęt produkcyjny.
Gdy sprzęt realnie zarabia. Jeśli auto lub maszyna zwiększa przychód albo pozwala dowozić zlecenia szybciej, leasing może być paliwem do wzrostu. Ale jeśli leasing bierzesz „żeby wyglądało”, to szybko zamienia się w stały koszt, który dusi płynność.
Najczęściej to:
Dobra zasada: rata leasingu nie powinna zjadać spokoju. Jeśli czujesz, że jedna gorsza faktura rozwala ci miesiąc, to leasing jest za duży albo firma jest za blisko granicy.
Kredyt obrotowy to najczęściej limit w koncie albo odnawialna linia kredytowa. W teorii: używasz, gdy potrzebujesz, spłacasz, gdy wpływa sprzedaż. W praktyce: to narzędzie „na płynność”, ale trzeba nim umieć zarządzać, bo łatwo wejść w tryb stałego długu.
Gdy masz stabilny biznes, przewidywalne wpływy i chcesz mieć parasol na sezonowość lub opóźnienia. Kredyt obrotowy bywa też przydatny jako bufor na jednorazowe wydatki (np. większa partia materiału), ale pod warunkiem, że wiesz, skąd go spłacisz.
Jeśli firma ma za niską marżę albo sprzedaje „za tanio”, to kredyt obrotowy nie rozwiązuje problemu. On tylko pozwala dłużej funkcjonować w modelu, który i tak się nie spina. W mikrofirmie to jest kluczowe: narzędzie finansowania nie naprawi złej wyceny i złych warunków płatności.
Żeby nie zgadywać, odpowiedz sobie na kilka pytań:
Bez względu na narzędzie, trzy zasady chronią cię przed wpadką:
Mikrofirmy często boją się finansowania, bo kojarzy się z ryzykiem. Słusznie, jeśli finansowanie ma przykrywać problem z marżą albo z nieściągalnymi klientami. Ale jeśli finansowanie jest użyte jako narzędzie do pokrycia przesunięcia w czasie, do sfinansowania sprzętu, który zarabia, albo do przejścia przez sezonowość, potrafi być bardzo rozsądne. Najważniejsze jest jedno: wiesz, po co to robisz i jak z tego wyjdziesz.
Zapoznaj się z ofertą świadczoną przez członków naszej grupy biznesowej, ponad 20 różnych firm i branż.