Jeśli prowadzisz firmę, to najczęściej nie brakuje Ci pracy. Brakuje Ci dnia, w którym praca układa się w sensowną kolejność. W praktyce bywa tak: rano wpadasz w maile, potem jeden telefon „na chwilę”, w międzyczasie ktoś pyta o decyzję, klient wraca z poprawkami, a zanim się obejrzysz jest 14:00 i z planu strategicznego nie zostało nic. I nawet jeśli „robiłeś cały dzień”, to wieczorem masz poczucie, że te najważniejsze rzeczy (sprzedaż, rozwój, decyzje) znowu wypadły z kalendarza.
Time blocking (blokowanie czasu) to metoda, która przenosi Twoją listę zadań do kalendarza. Zamiast mieć kilkadziesiąt punktów „do zrobienia”, tworzysz w tygodniu konkretne bloki: na sprzedaż, na realizację, na pracę głęboką, na operacje, na administrację. Dzięki temu przestajesz podejmować w kółko tę samą decyzję „co teraz?” i zyskujesz realny mechanizm obrony przed chaosem dnia. To nie jest magia, tylko prosta zmiana: kalendarz przestaje być listą spotkań, a staje się planem działania.
W źródłach spotkasz też pojęcie „timeboxing”. W skrócie: timeboxing często podkreśla „ramy czasowe” dla konkretnego zadania (np. 45 minut na ofertę), a time blocking bywa używany szerzej (np. 2 godziny na blok sprzedażowy). W praktyce dla przedsiębiorcy liczy się jedno: planujesz pracę w kalendarzu i trzymasz się tych bloków jak umówionych spotkań z samym sobą.
Największa różnica w porównaniu do klasycznej listy zadań jest taka, że kalendarz jest ograniczony. To świetna wiadomość. Lista zadań kłamie: zawsze da się dopisać więcej. Kalendarz nie kłamie: jeśli dzień jest pełny, to jest pełny. Time blocking wymusza więc realny wybór priorytetów.
Reaktywny tryb pracy to nie wada charakteru. To wynik trzech rzeczy: dostępności (ktoś zawsze może napisać), braku granic (praca „wciśnie się” wszędzie) i braku domyślnego planu (nie ma stałych pór na kluczowe zadania). Jeśli nie zaplanujesz sprzedaży, to sprzedaż przegra z pilnym mailem. Jeśli nie zaplanujesz czasu na decyzje i porządkowanie projektów, to utkniesz w drobnicy operacyjnej.
Time blocking działa, bo tworzy strukturę, w której ważne rzeczy nie muszą walczyć o uwagę. One mają swój zarezerwowany czas. A Ty masz mniej okazji, żeby sam siebie „przegadać” i zepchnąć priorytety na „jutro”.
Wiele osób zaczyna od kolorowania kalendarza, a potem odkrywa, że plan był nierealny. Zanim zaczniesz blokować, zrób audit w wersji minimum: weź ostatni tydzień i odpowiedz sobie uczciwie, gdzie uciekły godziny. Nie musisz mieć apki do śledzenia czasu – wystarczy kartka i trzy kategorie: sprzedaż/rozwój, realizacja/operacje, administracja/reakcje.
Potem zadaj sobie jedno pytanie: jaki procent tygodnia chcesz poświęcić na rzeczy, które pchają firmę do przodu? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem”, to właśnie dlatego plan się rozpada. Time blocking nie działa bez decyzji, co jest najważniejsze.
W time blockingu najlepiej zaczynać od kotwic. To stałe elementy tygodnia, które wyznaczają rytm. Kotwice powinny dotyczyć kluczowych obszarów, a nie drobnicy. W firmie usługowej typowe kotwice to: blok sprzedaży, blok realizacji/projektów, blok administracyjny, blok decyzji (przegląd spraw), blok pracy głębokiej (bez komunikatorów).
Dobry zestaw startowy kotwic dla osoby, która „robi wszystko”, wygląda często tak:
Kotwice są po to, żeby nie zaczynać każdego dnia od zera. Jeśli poniedziałek zawsze ma blok sprzedaży, a wtorek zawsze ma blok pracy głębokiej, to Twój tydzień ma szkielet. Reszta to mięśnie, które dopasujesz do sytuacji.
Najczęstszy powód, dla którego time blocking „nie działa”, to kalendarz wypełniony na 100%. W przedsiębiorczości to nierealne. Zawsze wpadnie coś pilnego: klient, awaria, decyzja, korekta, rekrutacja, przesunięcie terminu. Jeśli nie masz buforów, to każdy nieprzewidziany element demoluje cały dzień.
Bufor możesz zaplanować na dwa sposoby. Pierwszy: codziennie po 30–60 minut „okna” (np. 12:30–13:00). Drugi: 2–3 większe bufory w tygodniu (np. dwa razy po 90 minut). Ważne, żeby to były realne, widoczne w kalendarzu bloki, a nie „mam jakoś ogarnąć”.
Jeśli próbujesz w kalendarzu wpisywać każde pojedyncze zadanie, szybko ugrzęźniesz w reorganizacji. W firmie lepiej działa blokowanie „rodzajów pracy” (batching), bo to ogranicza przełączanie kontekstu. Przykład: zamiast pięciu mikrobloków „mail do A”, „mail do B”, „mail do C”, robisz jeden blok „komunikacja i odpowiedzi do klientów”. Zamiast „oferta dla X”, „oferta dla Y”, robisz blok „ofertowanie”.
To daje dwa efekty. Po pierwsze, szybciej wchodzisz w rytm. Po drugie, łatwiej przesunąć blok, gdy coś się wydarzy, bo przesuwasz kategorię pracy, a nie setkę drobiazgów. Twoim celem nie jest idealnie „wyklikać” kalendarz. Twoim celem jest mieć plan, który wytrzyma rzeczywistość.
Dzień przedsiębiorcy bywa poszarpany, więc sensowne jest zrobienie prostego, powtarzalnego wzorca. Niech to będzie układ, który z natury zostawia przestrzeń na nieprzewidziane sprawy. Przykładowy schemat (do dostosowania) to:
Klucz: komunikacja ma swoje okna. Jeśli odpowiadasz „ciągle”, to w praktyce nigdy nie masz ciągłego skupienia. Time blocking jest często bardziej zmianą komunikacyjną niż narzędziową.
W time blockingu nie chodzi o to, żeby plan zawsze był idealny. Chodzi o to, żeby umieć wrócić do planu po wykolejeniu. Dlatego warto przyjąć prostą zasadę: jeśli blok się wysypał, to nie kasujesz go z poczuciem porażki, tylko przesuwasz go na najbliższe możliwe okno albo dzielisz na mniejsze części.
Dobrą praktyką jest posiadanie dwóch list:
To chroni Cię przed mentalnym śmietnikiem, w którym wszystko jest tak samo ważne. Kalendarz mówi, co robisz teraz. Lista overflow mówi, co jest następne, gdy pojawi się okno.
Najtrudniejsze nie jest zaplanowanie bloku. Najtrudniejsze jest jego obrona. W praktyce działają trzy proste zasady.
Po pierwsze: część bloków traktuj jak spotkania nieprzekładalne. Jeśli ktoś proponuje termin, a Ty masz blok pracy głębokiej, nie musisz tłumaczyć się z tego, co wtedy robisz. Masz zajętość. Kropka.
Po drugie: ogranicz liczbę „wrzutek”. Ustal z zespołem lub klientami kanał i zasady: co jest pilne, co może poczekać, kiedy odpowiadasz. Bez tego time blocking stanie się tylko ładnym obrazkiem.
Po trzecie: planuj bloki realistycznie. Jeśli wiesz, że masz skłonność do „dobijania” spraw po godzinach, to włącz do planu krótkie domknięcie dnia. Lepiej mieć 20 minut na domknięcie niż znowu robić to w nocy.
Gdy podstawowe bloki działają, możesz wejść poziom wyżej: przypisać dni tygodnia do dominujących obszarów. Przykład: poniedziałek operacje, wtorek praca głęboka i strategia, środa sprzedaż i rozmowy, czwartek realizacja, piątek administracja i porządki. To zmniejsza chaos, bo w danym dniu mózg ma jeden główny temat, a nie pięć równoległych światów.
Nie musisz robić tego w skrajnej formie. Wystarczy, że jeden dzień w tygodniu będzie „dniem produkcyjnym” (mało spotkań, dużo pracy głębokiej), a jeden dzień „dniem komunikacji” (więcej rozmów, negocjacji, spotkań). Dla wielu przedsiębiorców to ogromna różnica.
Time blocking bez przeglądu tygodnia zamienia się w przypadkowe przesuwanie bloków. Dlatego warto mieć stały, krótki rytuał planowania – najlepiej raz w tygodniu. W 30 minut jesteś w stanie:
To jest moment, w którym decydujesz, czy tydzień „Cię poniesie”, czy Ty poprowadzisz tydzień. Bez tego będziesz tylko gasić pożary, nawet jeśli masz najlepszy kalendarz świata.
Nie musisz liczyć każdej minuty. Wystarczy kilka prostych obserwacji. Po pierwsze: ile bloków pracy głębokiej udało Ci się realnie zrealizować? Po drugie: czy sprzedaż była w kalendarzu, czy tylko „w głowie”? Po trzecie: czy liczba dni kończonych z poczuciem chaosu spada?
Jeśli widzisz, że bloki są regularnie zjadane, to nie wina metody. To informacja: plan jest zbyt ambitny albo komunikacja z otoczeniem jest zbyt reaktywna. Korygujesz i jedziesz dalej. Time blocking jest iteracyjny: tydzień po tygodniu ma być coraz bardziej „Twój”.
Pierwsza pułapka: planowanie zbyt dokładne. Naprawa: blokuj kategorie pracy, nie każdą drobnostkę.
Druga pułapka: brak buforów. Naprawa: zostaw 10–20% tygodnia na „nieprzewidziane”. Jeśli nie zostawisz, i tak to się wydarzy – tylko kosztem priorytetów.
Trzecia pułapka: brak okien na komunikację. Naprawa: wyznacz 2–3 okna dziennie na maile i wiadomości, zamiast ciągłego sprawdzania.
Czwarta pułapka: blokowanie tylko realizacji, a nie sprzedaży. Naprawa: sprzedaż musi mieć stałe miejsce w kalendarzu, inaczej zawsze przegra z bieżączką.
Piąta pułapka: „wszystko jest pilne”. Naprawa: ustal priorytety tygodnia i traktuj je jak zobowiązanie, nie jak sugestię.
Zapoznaj się z ofertą świadczoną przez członków naszej grupy biznesowej, ponad 20 różnych firm i branż.