Jeszcze niedawno praca z domu kojarzyła się głównie z awaryjną sytuacją: chorym dzieckiem, remontem biura albo wyjątkowo trudnym dniem na drodze. Dziś dla wielu jednoosobowych działalności i małych firm dom to po prostu główna siedziba biznesu. Pod adresem mieszkania funkcjonuje księgowość, obsługa klienta, planowanie projektów, a często także magazyn czy pracownia.
Problem w tym, że spora część przedsiębiorców pracuje z domu „tymczasowo” od wielu lat. Laptop wędruje między stołem w kuchni, kanapą i łóżkiem, dokumenty lądują w losowych teczkach, a kręgosłup daje o sobie znać szybciej niż pierwsza kawa. Dopóki praca z domu traktowana jest jak coś przejściowego, trudno w nią zainwestować czas i energię. Tymczasem to właśnie domowe biuro w dużej mierze decyduje o tym, jak długo wytrzymasz w swoim biznesie bez bólu pleców, przeciążonych nadgarstków i ciągłego poczucia, że „ciągle jesteś w pracy”.
Domowe biuro ma swoje oczywiste plusy: brak dojazdów, elastyczność, możliwość załatwienia spraw w przerwie. Ma też bardzo konkretne minusy: łatwo się rozproszyć, trudno postawić granicę między pracą a życiem prywatnym, a organizm szybko odczuje improwizowaną ergonomię. Właśnie dlatego warto świadomie potraktować domowe biuro jak normalne miejsce pracy, a nie jak „przedłużenie kanapy”.
To nie jest wyłącznie kwestia estetyki. Dobrze zorganizowane domowe biuro:
W praktyce chodzi o dwie rzeczy: osobną przestrzeń (choćby symbolicznie wydzieloną) oraz takie ustawienie sprzętu, aby nie psuł Ci zdrowia. Nawet jeśli pracujesz samodzielnie i „nikt tego nie widzi”, Twoje ciało i głowa widzą to codziennie.
Niewiele osób ma luksus osobnego pokoju biurowego. To nie znaczy jednak, że jesteś skazany na laptopa na kolanach. Wydzielenie strefy do pracy można zrobić nawet w kawalerce. W praktyce liczy się bardziej konsekwencja niż metraż.
Jeżeli masz osobny pokój, sprawa jest prostsza: biurko ustawiasz tak, aby mieć dostęp do naturalnego światła, ale nie pracujesz plecami do drzwi (to niepozorny detal, który wpływa na poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny). W mieszkaniu, gdzie każdy metr się liczy, warto przynajmniej wydzielić „kawałek biura”: fragment blatu, składane biurko przy ścianie, stolik w rogu salonu. Ważne, aby był to zawsze ten sam punkt, którego nie zasypujesz innymi rzeczami.
Praca z kanapy, łóżka czy podłogi wydaje się kusząca, ale na dłuższą metę mści się na kręgosłupie i koncentracji. Po kilku tygodniach ciało przyzwyczaja się do zgarbionej pozycji, a mózg przestaje odróżniać miejsca odpoczynku od miejsc pracy. Efekt? Trudniej się wyłączyć wieczorem, a jednocześnie w ciągu dnia łatwiej „odpłynąć” myślami do rozrywki. Właśnie dlatego opłaca się zrobić krok w stronę stałego miejsca pracy, nawet jeśli na początku wydaje się to przesadą.
Nie musisz od razu kupować fotela za kilka tysięcy złotych. Warto jednak znać kilka podstawowych zasad, które docenią Twoje plecy, kark i oczy. Po pierwsze: krzesło. Powinno umożliwiać siedzenie z nogami opartymi płasko na podłodze (albo na podnóżku) i kolanami zgiętymi mniej więcej pod kątem prostym. Oparcie powinno pozwalać wesprzeć dolny odcinek kręgosłupa, a nie „wciągać” Cię w pozycję półleżącą.
Po drugie: wysokość biurka i położenie klawiatury. Pracując na laptopie, bardzo łatwo unieść ramiona zbyt wysoko albo zapadać się w ramionach. W idealnej sytuacji przedramiona powinny spoczywać na blacie lub podłokietnikach, tworząc kąt zbliżony do prostego. Jeżeli blat jest zbyt wysoki, rozważ prostą podkładkę pod stopy lub regulowaną wysokość krzesła.
Po trzecie: ekran. To jedna z najczęściej ignorowanych zasad. Górna krawędź monitora powinna być mniej więcej na wysokości oczu, a sam ekran w odległości mniej więcej wyciągniętej ręki. Praca cały dzień na laptopie ustawionym nisko na blacie wymusza pochyloną pozycję i przeciąża kark. W praktyce najprostszym rozwiązaniem jest osobny monitor albo podstawka pod laptop z zewnętrzną klawiaturą i myszką. To może być nawet prowizoryczna konstrukcja z pudełek, byle ekran znalazł się wyżej.
Dobrą zasadą jest też wprowadzenie regularnych przerw: choćby raz na godzinę wstanie, rozciągnięcie się, odejście od ekranu. Nie chodzi o wielkie ćwiczenia, tylko o to, aby dać oczom i stawom kilka minut oddechu. Paradoksalnie w domu łatwo zastać się przy biurku bardziej niż w biurze, bo nikt nie zawoła na spotkanie czy do kuchni.
Większość ludzi myśli o świetle dopiero wtedy, gdy zaczyna boleć głowa. Tymczasem ustawienie biurka względem okna ma ogromne znaczenie. Najlepiej, jeśli dzienne światło pada z boku, a nie bezpośrednio za monitorem ani prosto w oczy. Ekran przed oknem oznacza męczące oczy i refleksy, a okno za plecami – silne kontrasty podczas spotkań online, co utrudnia widoczność twarzy.
W sztucznym oświetleniu warto zadbać o możliwie równomierne, rozproszone światło w pomieszczeniu i dodatkową lampkę na biurku, jeśli pracujesz wieczorem. Zbyt słabe światło prowokuje do garbienia się, a zbyt ostre punktowe źródło nad głową męczy wzrok i tworzy cienie.
Druga kwestia to hałas. Domowe biuro często dzielimy z innymi domownikami, sąsiadami, zwierzakami i odgłosami życia codziennego. Jeśli masz mało wpływu na otoczenie, rozważ dobre słuchawki z mikrofonem oraz podstawowe wyciszenie w postaci zasłon, dywanu albo półki z książkami. Nawet tak proste elementy pomagają złagodzić pogłos i sprawiają, że rozmowy z klientami brzmią wyraźniej, a Ty mniej się męczysz.
Na koniec tło do wideokonferencji. Nie musi być „instagramowe”. Wystarczy, że jest względnie neutralne, uporządkowane i nie zdradza całego Twojego życia prywatnego. Prosty regał, jednolita ściana, roślina w tle – to często lepsze rozwiązanie niż przypadkowy chaos, który odwraca uwagę rozmówcy.
Największym wyzwaniem domowego biura wcale nie jest sprzęt, tylko granice. Gdy komputer stoi trzy kroki od łóżka, łatwo „jeszcze tylko na chwilę” odpisać na e-mail o 22:30 albo włączyć fakturowanie w niedzielne popołudnie. Po kilku miesiącach trudno powiedzieć, kiedy masz wolne, a kiedy pracujesz – i Twój organizm reaguje chronicznym zmęczeniem.
Dlatego warto wprowadzić kilka rytuałów, które pomogą oddzielić tryb ON od trybu OFF. Pierwszym jest stała godzina rozpoczęcia i zakończenia pracy, choćby orientacyjna. Drugim – symboliczne „otwieranie” i „zamykanie” biura: na przykład włączasz lampkę na biurku, kiedy zaczynasz pracę, a gdy kończysz, porządkujesz blat i zamykasz laptopa. Takie gesty są ważniejsze, niż się wydaje. Mózg lubi jasne sygnały.
Trzecim elementem jest świadomie wyznaczone „nie odbieram telefonu od klientów po…”. Oczywiście w wielu branżach bywa trudno trzymać się sztywnych godzin, ale już samo ustalenie zakresu (na przykład: po 19 tylko naprawdę awaryjne sprawy, a reszta następnego dnia rano) chroni przed wypaleniem. Domowe biuro potrzebuje takiej samej ochrony jak każde inne – może jej tylko nikt za Ciebie nie zbudować.
Praca z domu rzadko dzieje się w próżni. Obok są inni domownicy, często dzieci, czasem osoby starsze, a nierzadko także zwierzęta. Jeśli nie ustalisz zasad, szybko okaże się, że Twoje „biuro” jest także bawialnią, stołówką i poczekalnią. To nie musi być konflikt, ale wymaga jasnej komunikacji.
Dobrym pomysłem jest wypracowanie prostych sygnałów. Może to być zamknięte drzwi, kiedy prowadzisz rozmowy z klientami. Może być kartka „spotkanie – proszę nie wchodzić” albo umówiony znak, że kiedy masz słuchawki na uszach, nie przerywamy, chyba że naprawdę musi się palić. Z dziećmi można ustalić, o której godzinie masz przerwę tylko dla nich, co pomaga im mniej walczyć o uwagę w trakcie Twojej pracy.
Warto też jasno wytłumaczyć, czym się zajmujesz, nawet jeśli wydaje się to oczywiste. Domownicy, którzy rozumieją, że Twoje siedzenie przy komputerze to praca, a nie „scrollowanie internetu”, łatwiej zaakceptują zasady i ograniczenia. W przeciwnym razie każdy telefon zawodowy może być odbierany jako „przeszkadzanie w życiu rodzinnym”, a każde zamknięcie drzwi – jako nadmierny formalizm.
Domowe biuro można doposażać w nieskończoność, ale żeby realnie podnieść komfort pracy, wcale nie trzeba kupować wszystkiego naraz. Jest kilka elementów, które robią największą różnicę w codziennym funkcjonowaniu:
W miarę rozwoju firmy możesz stopniowo dokładać kolejne elementy: lepszą kamerę do wideokonferencji, dodatkowy monitor do pracy na wielu oknach, mały UPS do zabezpieczenia przed zanikiem prądu. Ważne, żeby inwestować w to, co realnie poprawia Twoją codzienną pracę, a nie tylko dobrze wygląda na zdjęciach.
Urządzanie domowego biura nie jest fanaberią ani projektem „na kiedyś”. To konkretna inwestycja w zdrowie właściciela firmy, jakość pracy oraz wizerunek wobec klientów. Źle zorganizowane stanowisko pracy, ciągłe przenoszenie laptopa po mieszkaniu i brak granic między życiem prywatnym a zawodowym prędzej czy później odbiją się na Twojej skuteczności i motywacji.
Nie musisz od razu robić generalnego remontu. Warto jednak krok po kroku zadbać o trzy rzeczy: stałe miejsce pracy, podstawową ergonomię oraz jasne zasady domowe dotyczące tego, kiedy pracujesz, a kiedy jesteś po prostu u siebie w domu. Nawet małe zmiany – podniesienie ekranu, lepsze światło, wygodniejsze krzesło – potrafią po kilku tygodniach zmienić samopoczucie bardziej niż kolejny kurs produktywności.
Jeśli traktujesz swój biznes poważnie, warto traktować równie poważnie przestrzeń, w której ten biznes powstaje na co dzień. Domowe biuro może być albo źródłem ciągłej frustracji, albo miejscem, w którym naprawdę dobrze się pracuje. To, którą opcję wybierzesz, zależy w dużej mierze od Ciebie.
Tekst powstał w oparciu o materiały i rekomendacje dotyczące ergonomii pracy biurowej i organizacji stanowiska komputerowego, w szczególności:
Zapoznaj się z ofertą świadczoną przez członków naszej grupy biznesowej, ponad 20 różnych firm i branż.