W projektach usługowych ryzyko nie jest czymś, co „czasem się zdarza”. Ryzyko jest codziennością: opóźnione decyzje klienta, niejasny zakres, zmiana priorytetów, zależności od podwykonawców, niedoszacowanie pracy, awarie narzędzi, problemy z dostępami, rotacja po stronie klienta. Różnica między projektem, który dowozisz spokojnie, a projektem, który zjada noce i marżę, zwykle nie polega na tym, że „tamten miał mniej problemów”. Polega na tym, że w jednym przypadku ryzyka były nazwane, miały właścicieli i plan reakcji, a w drugim dopiero po fakcie wszyscy mówili: „no tak, to było do przewidzenia”.
Rejestr ryzyk to najprostszy sposób, żeby zamienić przeczucia w konkret. Nie musi być korporacyjną procedurą ani wielkim arkuszem. W małej firmie sprawdza się wersja lekka: jeden dokument, 30–60 minut pracy na starcie i potem 10 minut aktualizacji raz w tygodniu. Efekt jest nieproporcjonalnie duży, bo ryzyka najdroższe są wtedy, gdy zauważasz je za późno.
W usługach największy koszt rzadko wynika z samego wykonania pracy. Największy koszt to chaos: poprawki, przestoje, oczekiwanie na informacje, przerzucanie się wersjami, nieporozumienia i gaszenie pożarów. Rejestr ryzyk działa jak radar. Nie zatrzymuje burzy, ale pozwala ją zobaczyć wcześniej i wykonać ruch, który minimalizuje straty. Dzięki temu:
Najważniejsze: rejestr ryzyk wymusza prostą dyscyplinę językową. Zamiast „to może się wywalić”, zapisujesz: „ryzyko: brak akceptacji etapu w 48 godzin; skutek: przesunięcie kolejnych prac; reakcja: okno decyzyjne + przesunięcie harmonogramu”. Takie zdania da się wdrożyć. Ogólników nie.
Minimalny rejestr ryzyk powinien odpowiadać na kilka pytań. Nie potrzebujesz tabeli ani skomplikowanego scoringu, ale potrzebujesz stałych pól, żeby ryzyka były porównywalne i żeby każdy w zespole rozumiał je tak samo.
Najprostszy zestaw pól do każdego ryzyka:
To wystarczy, żeby rejestr był narzędziem, a nie dokumentem „do odhaczenia”. Kluczowe są dwa elementy, które ludzie zwykle pomijają: wczesne sygnały oraz właściciel. Jeśli nie masz sygnałów, dowiesz się o problemie, gdy już jest drogo. Jeśli nie masz właściciela, „ktoś się tym zajmie”, czyli nikt.
W praktyce nie potrzebujesz liczb, żeby dobrze priorytetyzować ryzyka. Wystarczy prosty filtr:
Jeśli rejestr zaczyna puchnąć, to znak, że próbujesz opisać cały świat. W usługach lepiej mieć 8–15 sensownych ryzyk niż 60 „na wszelki wypadek”. Rejestr ma pomagać w decyzjach, nie tworzyć dodatkową pracę.
Wczesne sygnały to konkretne oznaki, że ryzyko zbliża się do realizacji. Dzięki nim działasz zanim problem wybuchnie. Przykłady sygnałów:
To nie są oczywistości. Dopiero gdy zapiszesz sygnały, zaczynasz je widzieć „na czas”. A widzenie na czas jest w usługach warte więcej niż najlepsza techniczna optymalizacja.
Dobry plan reakcji nie jest „jak będzie źle, to zobaczymy”. To krótki scenariusz na trzech poziomach:
W praktyce to właśnie „plan awaryjny” ratuje marżę. Małe firmy często boją się go formułować, bo nie chcą brzmieć twardo. Tymczasem brak planu awaryjnego oznacza, że awaryjnie płacisz własnym czasem i nerwami. To nie jest „proklienckie”. To jest ryzykowne dla firmy i w dłuższej perspektywie psuje jakość.
Klient nie musi znać całego rejestru ryzyk. Klient powinien znać te ryzyka, które wymagają jego udziału lub wpływają na termin i decyzje. Komunikacja ryzyka powinna być krótka, rzeczowa i zawsze połączona z rozwiązaniem. Dobry schemat to:
To jest komunikat „zarządczy”, nie dramatyczny. W praktyce klienci dużo lepiej reagują na spokojne, konkretne ostrzeżenia niż na nagłe „mamy problem” w ostatniej chwili. A Ty zyskujesz argumenty do uczciwej renegocjacji, gdy sytuacja faktycznie się zmienia.
Jeśli chcesz zacząć szybko, poniższe ryzyka są tak częste, że w większości projektów możesz je traktować jako punkt wyjścia. Dostosuj je do własnego kontekstu:
Wpisanie tych ryzyk do rejestru nie oznacza, że „na pewno będą”. Oznacza, że projekt jest prowadzony profesjonalnie, bo bierzesz pod uwagę typowe punkty zapalne i masz plan, zanim pojawią się kłopoty.
Najprostsza rutyna to 10 minut raz w tygodniu albo przy każdym większym kamieniu milowym. Zespół odpowiada wtedy na trzy pytania:
Jeśli masz tylko jedną osobę prowadzącą projekt, to i tak rejestr ma sens. Wtedy staje się Twoim „checklistem zdrowego rozsądku”. Największą wartość daje w momencie, gdy projekt przyspiesza i rośnie liczba wątków. Właśnie wtedy najłatwiej przeoczyć sygnał, który później zamieni się w kosztowną awarię.
W usługach marża rzadko znika nagle. Ona znika po trochu: przez dodatkowe telefony, drobne poprawki, przesuwane terminy, pracę w niestandardowych godzinach, przeróbki wynikające z niejasnych ustaleń. Rejestr ryzyk pozwala nazwać te mechanizmy i ustawić zasady, które działają zanim zaczniesz dopłacać własnym czasem. To narzędzie jest proste, ale niebanalne: wymaga konsekwencji i odwagi, żeby niektóre rzeczy jasno ustalić z klientem. W zamian dostajesz spokojniejszą realizację, lepszą przewidywalność i mniej projektów, które „miały być szybkie”, a rozlały się na miesiące.
Zapoznaj się z ofertą świadczoną przez członków naszej grupy biznesowej, ponad 20 różnych firm i branż.