W reklamie performance łatwo wpaść w dwie skrajności. Pierwsza: „wrzucimy cokolwiek, algorytm sam wybierze”, a potem budżet znika w testach bez wniosków. Druga: „musimy mieć idealną kreację”, więc projekt ciągnie się tygodniami, a rynek i tak zdąży się zmienić. Dobre testowanie kreacji jest gdzieś pośrodku. To proces, który pozwala szybko sprawdzać hipotezy, wygrywać na powtarzalności i uczyć się na danych, bez robienia z każdego testu wielkiej operacji.
Kreacja (czyli to, co odbiorca widzi i słyszy) często jest najsilniejszą dźwignią w kampaniach. Nawet przy poprawnym targetowaniu i sensownym budżecie, słaba kreacja obniży CTR, podniesie koszt pozyskania i sprawi, że algorytm będzie szukał wyników „byle gdzie”. Z kolei dobra kreacja potrafi poprawić wynik bez zmian w ustawieniach kampanii, bo lepiej tłumaczy ofertę, buduje zaufanie i pomaga użytkownikowi podjąć decyzję.
Zanim zaczniesz „wymyślać kreacje”, doprecyzuj, co właściwie chcesz poprawić. W performance nie testujesz sztuki dla sztuki. Testujesz elementy, które mają przełożyć się na konkretny efekt: niższy koszt konwersji, więcej leadów tej samej jakości, większą wartość koszyka, lepszą rentowność, większy wolumen bez utraty marży.
Jeśli nie wiesz, co jest dziś największym ograniczeniem, testy będą chaotyczne. Najczęstsze ograniczenia wyglądają tak:
Dopiero po nazwaniu ograniczenia budujesz hipotezy i pomysły. To od razu robi porządek: wiesz, co testujesz i po co.
Bank pomysłów to miejsce, w którym trzymasz nie tylko „tematy”, ale przede wszystkim hipotezy. Nie: „zróbmy wideo z produktu”. Tylko: „jeśli pokażemy efekt przed/po i dodamy liczby, to wzrośnie zaufanie i spadnie koszt konwersji”. Taka forma jest dużo bardziej użyteczna, bo kieruje produkcją i analizą.
Dobry bank pomysłów można ułożyć wokół prostych kategorii (to jest ważne, bo inaczej wszystko miesza się w jedną listę):
Źródła pomysłów w praktyce są powtarzalne: pytania klientów, nagrania z rozmów sprzedażowych, komentarze z social mediów, najczęstsze przyczyny porzuceń koszyka, powtarzające się odpowiedzi działu obsługi, opinie (także te neutralne), wyniki z poprzednich kampanii. Zamiast polować na „natchnienie”, wyciągasz treść z realnych rozmów i danych.
Największy błąd w testach kreatywnych to mieszanie zbyt wielu elementów naraz. Jeśli jednocześnie zmienisz hak, obietnicę, długość wideo, format, CTA i tło, to nawet jeśli wynik się poprawi, nie będziesz wiedzieć dlaczego. Wnioski nie przełożą się na kolejne iteracje, a Ty wrócisz do losowania.
Dlatego test powinien mieć jedną główną zmienną. Przykłady sensownych hipotez:
Jedna hipoteza nie znaczy jeden materiał. To znaczy jedna oś, wokół której robisz 2–4 warianty. Dzięki temu masz test, z którego da się wyciągnąć wniosek.
Najprostszy plan, który sprawdza się w wielu firmach, to rytm tygodniowy:
Klucz to konsekwencja i „pipeline” pomysłów. Jeśli co tydzień masz nowe kreacje do testu, kampania przestaje cierpieć na zmęczenie materiału. Jeśli co tydzień improwizujesz, wyniki będą falować, bo raz trafisz, raz nie.
W testach kreatywnych łatwo wpaść w pułapkę metryk wczesnych. CTR i CPC są ważne, bo pokazują, czy kreacja zatrzymuje uwagę i czy tanio kupujesz ruch. Ale sam klik nie płaci faktur. Kreacja może mieć świetny CTR i jednocześnie ściągać ludzi przypadkowych, którzy nie kupią, bo obietnica była zbyt „szeroka” albo nieprecyzyjna.
Dlatego patrz na metryki w dwóch warstwach:
Jeśli nie masz pełnego śledzenia wartości, i tak możesz ustawić proxy jakości. W leadach może to być np. odsetek leadów spełniających kryteria, czas rozmowy sprzedażowej, odsetek umówionych spotkań. W e-commerce: współczynnik dodania do koszyka, rozpoczęcia checkoutu, liczba transakcji, średnia wartość koszyka.
Przy małych budżetach głównym problemem jest to, że wyniki są bardziej losowe. Jeden dzień może wyglądać świetnie, a kolejny słabo. Dlatego zamiast próbować robić wielkie testy „statystycznie idealne”, ustaw zasady, które minimalizują przypadek.
Praktyczne podejście dla małych budżetów:
W małych budżetach wygrywa nie „idealna metodologia”, tylko dyscyplina: regularny rytm, zapisywanie wniosków i iterowanie. Jeśli co tydzień robisz jeden sensowny test, po kilku miesiącach masz bazę wiedzy, której nie da się kupić jednorazowym zrywem.
Zmęczenie kreacji pojawia się, gdy te same materiały docierają do tej samej grupy zbyt często. Wtedy rośnie koszt, spada CTR i algorytm ma trudniej. W praktyce nie chodzi o to, żeby bez przerwy „wymyślać nowości”. Chodzi o to, żeby mieć system rotacji i iteracji.
Najprostsze sposoby na walkę ze zmęczeniem:
Ważne: nie myl zmęczenia kreacji ze spadkiem popytu albo sezonowością. Jeśli cały rynek siada, sama rotacja kreacji nie zrobi cudów. Ale jeśli spada głównie jedna kampania, a reszta trzyma się stabilnie, to często problemem jest właśnie materiał.
Brzmi nudno, ale w praktyce to jeden z najszybszych sposobów, żeby testy zaczęły „pracować” na przyszłość. Jeżeli po miesiącu nie wiesz, co było testowane, po co i jakie były wnioski, to testy były tylko spaleniem budżetu. Proste nazewnictwo pozwala zrozumieć historię kampanii bez zgadywania.
Dobry schemat nazwy kreacji może zawierać:
Dodatkowo po każdym tygodniu dopisz krótką notatkę: co testowaliśmy, co wygrało, jaki jest wniosek i co robimy dalej. To jest „pamięć marketingu”. Bez niej zespół będzie wracał do tych samych pomysłów, bo nikt nie pamięta, co już było.
Najlepszy wniosek z testu nie brzmi „kreacja A wygrała”. Najlepszy wniosek brzmi: „zadziałał mechanizm X w kontekście Y”. Przykład: „Hak oparty na konkretnym problemie + szybki dowód liczbowy lepiej filtruje odbiorców i obniża koszt konwersji”. Taki wniosek możesz przenieść na inne produkty, inne kampanie i inne formaty.
Żeby dojść do takich wniosków, warto rozdzielać obserwacje:
Dzięki temu nie przepychasz do skali kreacji, która ładnie wygląda na górze lejka, ale nie dowozi na dole.
Jeśli chcesz szybko poprawić efektywność testów, zacznij od eliminacji typowych błędów:
W większości firm samo uporządkowanie tych elementów daje odczuwalną poprawę. Nie dlatego, że algorytmy nagle „zaczynają działać”. Tylko dlatego, że Ty zaczynasz dostarczać im lepsze bodźce i szybciej uczysz się, co naprawdę działa na Twoich klientów.
Testowanie kreacji w performance to proces produkcji i nauki. Najpierw nazywasz ograniczenie, potem stawiasz hipotezę, przygotowujesz kilka wariantów, uruchamiasz test w porównywalnych warunkach, patrzysz na uwagę i intencję, zapisujesz wniosek i robisz kolejną iterację. Najważniejsza jest regularność, bo to ona buduje bank wiedzy i pozwala rosnąć bez przepalania budżetu.
Gdy testy są uporządkowane, kreacja przestaje być „ładnym obrazkiem”. Staje się narzędziem, które tłumaczy ofertę, buduje zaufanie i prowadzi użytkownika do decyzji. A to w performance jest dokładnie tym, za co płacisz.
Zapoznaj się z ofertą świadczoną przez członków naszej grupy biznesowej, ponad 20 różnych firm i branż.